| Zaloguj się |

Formuła 1

 

"O obrotach włókien węglowych" » Dlaczego lubię Nicka Heidfelda

Od kiedy w stawce nie jeździ Sakon Yamamoto, moim ulubionym kierowcą stał się Nick Heidfeld. Jest jedyny w swoim rodzaju. Nie, nie stał się moim pupilkiem po wyścigu w Malezji, ale już wcześniej. Swoim trzecim miejscem nie był w stanie u mnie zapunktować. Ale zacznę od początku.

Oczywiście, jak zwykle, był to „arcy”ciekawy i „arcy”dramatyczny wyścig. Och, ciekawe, co działoby się, gdyby zaczął padać mocny deszcz, albo tor nawiedziło tornado! Latające bolidy, coś niebywałego, a jednak – jeden poleciał. Witalij Pietrow wspaniale wybił się z progu i wylądował z telemarkiem. Tfu, nie ten sport.

Pietrow rzeczywiście się wybił, a raczej odbił od krawężnika i wylądował na trawie w styropianie. Pewnie przeżył chwile grozy kiedy się okazało, że kolumna kierownicy mu się połamała. Pewnie w oczach niejednego widza stanął słynny wyścig na Imoli. Teraz to już się wezmą za te kolumny, bo nikt tak tego nie zostawi. Szkoda, że Rosjaninowi się nie udało dojechać do mety. Ostatnim razem pisałam o śnie, w którym Pietrow się rozbił. Sen był proroczy, ale tyczył się Malezji.

Dużo się działo w wyścigu. Jak zwykle. Wiało też nudą, bo większość kierowców i tak niczego nie pokazała. O, ale za to Webber jechał na 10 pit stopów.  Co chwilę jego samochodzik pojawiał się u mechaników. Cóż, bywa i tak. Niedługo kierowcy będą zjeżdżać na obowiązkową polerkę bolidu… Kto wie, czy niedługo taki przepis się nie pojawi. Bolid musiałby meldować się w alei za każdym razem, gdyby brud zagrażał życiu kierowcy. Skomplikowałoby to życie wszystkim – kierowcom, szefom, menadżerom etc oraz kibicom. Każdy zastanawiałby się, kiedy bolid Sebastiana Vettela będzie obowiązkowo polerowany. Oczywiście, musiałby to robić mechanik według ustalonych zasad i wzorów fizycznych. Każdy liczyłby przed telewizorem.

Są też kierowcy, którzy swoim autem lubią (albo i nie) wjeżdżać w inne auta. Fernando Alonso wpakował się w McLarena Lewisa Hamiltona. W zasadzie, gdybym została kierowcą (hm… kierowczynią?) w Formule 1 to byłoby takie „auto”, w które wjechałabym bez zastanowienia. Oczywiście, zakładając, że Smart zostałby użyty jako samochód bezpieczeństwa. Teoretycznie jest to możliwe – gdyby tak doczepić mu silnik w przyczepce, to czemu nie? Szczerze, nie cierpię Smartów. Wzbudzają we mnie agresję. Pewnie tak, jak samochód medyczny zadziałał dawno temu na Nicka Heidfelda – Niemiec skasował w nim drzwi.

I właśnie za to go lubię.

 

Autor: Maria Żuk     Fot. nickheidfeld.com

 

Zaloguj się or załóż nowe konto