| Zaloguj się |

Drifting

 

I runda Olchem Drift Open 2014 - Motopark Toruń

I runda Olchem Drift Open 2014 - Motopark Toruń fot. Filip Flisek / DriftBlog.pl

Majówka to czas na wykupienie całego zapasu karczku z pobliskiego supermarketu oraz entuzjastyczne wymachiwanie szczypcami do grilla nad głowami przyjaciół.

To moment na wpatrywanie się w leniwie przemieszczające się na niebie chmury z pozycji wyciągniętego z piwnicy, wypłowiałego leżaka w paski i delektowanie się smakiem złocistego płynu na bazie chmielu. Trzy dni beztroskiego wygrzewania się na słońcu przy akompaniamencie hitów z popularnych stacji radiowych.

Weekend spędzony podczas I rundy Olchem Drift Open w Toruniu wyglądał nieco inaczej, choć podstawowe założenia typowej majówki zostały w stu procentach wypełnione. Za drobne różnice możemy uznać: zmianę leżaka w paski na koc w kratę oraz wymianę soundtracku Ona tańczy dla mnie z radia na ryczące v-ósemki w wersji live. To drugie uznajemy za znaczącą poprawę jakości spędzanej w Toruniu majówki, gdzie w radio można spodziewać się tylko jednej, jedynej słusznej stacji, która odbiera na wszystkich możliwych falach…

Wszystkie punkty udanej majówki zostały odhaczone, więc mogliśmy z przyjemnością i entuzjazmem rozpocząć podziwianie przejazdów kwalifikacyjnych. Warto podkreślić, że naprawdę było co podziwiać! Po niektórych występach ręce same składały się do oklasków. Najlepszy przejazd po toruńskim obiekcie, oceniony przez sędziów na 93 punkty, należał do Mateusza „Włodara” Włodarczyka. Taką samą ilość punktów uzyskał również Krzysztof „Roman” Romanowski, lecz zawodnik PUZ Drift Team, dla którego ten tor jest niemal drugim domem, nie uzyskał punktów w dwóch przejazdach. Nie powinien więc dziwić fakt, iż zaraz za Romanem uplasował się jego kolega z teamu – Marcin Mospinek.

Swoim 6. miejscem zaskoczył Kewin Kosowski, który od tego sezonu obłędnie wjeżdża się w Nissana Onevię należącego niegdyś do Dominika Kaczmarka. Trzeba przyznać, że Kewin naprawdę dobrze radzi sobie w tym aucie. Na dodatek, Kewin jechał jako jeden z ostatnich zawodników i jego wszystkie przejazdy kwalifikacyjne odbywały się w deszczu. Dwie pozycje niż uplasował się Kajetan Rutyna w swoim Mercedesie E190, którego warunki pogodowe podczas kwalifikacji również nie rozpieszczały. Pomimo tego udało mu się utrzymać powtarzalność podczas przejazdów kwalifikacyjnych. Za Zaskoczenie można z pewnością uznać 10. miejsce Grzegorza Hypkiego. Należy jednak zauważyć, że „Grzesiu” przed kwalifikacjami ani razu nie pojawił się na torze!

12. miejsce młodego Sebastiana Matuszewskiego należy uznać za ogromny sukces biorąc pod uwagę pogodę, jakiej musiał stawić czoła i fakt, że nigdy wcześniej nie miał okazji jeździć po mokrym torze. Pomimo braku doświadczenia udało mu się wykonać dwa bardzo równe przejazdy, które sędziowie ocenili na odpowiednio 79 i 78pkt. W połowie stawki uplasował się Wojtek Goździewicz, uzyskując dwukrotnie 76pkt. Niesprzyjająca aura pogodowa spowodowała, że nie wszyscy zawodnicy poradzili sobie z pokonaniem toru. Stąd w tabeli wyników można było znaleźć sporo przejazdów ocenionych na 0 pkt.

Listę TOP32 zamknął Piotr „Piter” Kozłowski, który pomimo niekorzystnych wyników w kwalifikacjach, zamknął usta niedowiarkom podczas kolejnego etapu rozgrywek. Niestety z powodu awarii, jakiej uległo auta Maćka Jarkiewicza, nie mógł on wystartować w kwalifikacjach. Toyota Supra wyleciała z toru, jedno z kół wpadło w głęboką dziurę i w ten sposób zakończyła się przygoda Jarkiewicza z I rundą Drift Open. Podobnie sprawa wyglądała w przypadku wracającego na polską scenę driftu, Bartłomieja „BartDrift” Owczarka, którego przepięknie oklejony Nissan S15 odmówił posłuszeństwa już podczas treningów.

W oficjalnym dniu zawodów, który odbywał się w sobotę, równolegle mieliśmy okazję obserwować zjeżdżających się na zlot fanów BMW. Spowodowało to gigantyczny korek przed wjazdem na tor składający się niemal z samych bawarskich aut. Mogliśmy zatem podziwiać niezliczoną ilość wysłużonych, sztampowych modeli BMW oraz równie wysłużonych, ortalionowych garniturów ich właścicieli, potwierdzając polski stereotyp kierowców tego typu samochodów. Na szczęście, zdarzały się przepiękne egzemplarze, gdzie było widać włożone serce oraz morze gotówki, jak choćby BMW serii 8 w pięknym metaliczno-niebieskim kolorze, o którym zdarza mi się myśleć do dzisiaj. Gdziekolwiek się nie spojrzało, ze wszystkich stron nadjeżdżały kolejne auta wraz z zapasem entuzjastów motoryzacji oraz zupy chmielowej na tylnych siedzeniach.

Jeśli chodzi o samą serię Drift Open, której otwarcie nastąpiło w Motoparku Toruń musimy powiedzieć sobie szczerze: nie ma czego porównywać z Driftingowymi Mistrzostwami Polski, przeżywającymi w tym roku spory kryzys. Drift Open rozwija się prężnie, a zawodnicy walą drzwiami i oknami, byle wziąć udział w tym wydarzeniu. Do Torunia przyjechało ponad 70. zawodników gotowych walczyć o zwycięstwo. Jednak pierwszym wyzwaniem, które stanęło przed nimi było… zmieszczenie się w parku maszyn. W efekcie podczas rozgrywania zawodów każdy z kierowców miał tak mało miejsca, że niektórych napraw dokonywano przy wjeździe na tor, a samo manewrowanie po parku maszyn z ominięciem stóp przechodzących dookoła ludzi stanowiło nie lada wyzwanie.

Na szczęście, w większości przypadków z pomocą przychodził Wisefab i zawodnikom zgrabnie udawało się prześlizgiwać przez ograniczoną przestrzeń. Żeby zobrazować Wam, jak ciasno było, wyobraźcie sobie swoje powroty tramwajami i autobusami przez miasto w godzinach szczytu i dodajcie do tego ludzi, którzy przeciskają się w jedną i drugą, żeby wsiąść/wysiąść lub skasować bilet. Do tego spróbujcie skupić się na czytaniu książki. Tak mniej więcej wyglądało manewrowanie i przemieszczanie się po parku maszyn, choć organizatorzy i tak zapobiegawczo wprowadzili ograniczenie możliwości wstępu dla całej publiczności zebranej w tym dniu na terenie Motoparku. Gdyby nie to, trudno mi sobie wyobrazić, co by się działo…

Jeśli chodzi o kwestie pogodowe, niekorzystna aura dokuczała jedynie w piątkowy wieczór podczas kwalifikacji, o czym już wspominałam. W sobotę odrobina słońca i niezbyt przeszywający wiatr zachęcały do spędzenia całego dnia na torze w towarzystwie wysokooktanowych potworów. Do tego samego wniosku doszła bardzo licznie zgromadzona publiczność, która zapełniła całe dostępne miejsce do obserwacji zmagań kierowców. Ludzi było tak wiele, że nie dało się wcisnąć kolejnego kocyka, o rozpaleniu grilla bez podpalenia ubrań osoby stojącej obok nie wspominając. Organizatorom dało to zapewne poczucie dumy – park maszyn pękający w szwach oraz mnóstwo entuzjastów motoryzacji, którzy przyszli oglądać zawody.

Po długich, pełnych komplikacji treningach i kwalifikacjach wyłoniono ostatecznie 32. szczęśliwców, mających okazję zaprezentować się w parach. Już pierwszy pojedynek rozpoczął się od sporej niespodzianki; po dobrej rundzie w Poznaniu, Mateusz Włodarczyk dał się wyeliminować już na tym etapie przez Piotra Kozłowskiego. Ten drugi w Toruniu radził sobie bowiem doskonale i przegrał dopiero Grzegorzem Hypkim w Top8.

Na uznanie zasługują również występy Pawła Kalotki oraz Michała Krajewskiego, którzy również spotkali się na etapie Top8 eliminując kolejnych rywali. Nissan S13,5 Krajewskiego stał się jednym z moich ulubionych aut tego weekendu po równo ze względu na dobrą jazdę oraz wygląd samochodu. Dość niespodziewanie już w Top32 z Drift Open musieli pożegnać się Jakub Tatara w swoim wciąż zachwycającym E46 oraz Wojciech Goździewicz, który pierwszy raz w tym sezonie startował z nową jednostką napędową w aucie. Goździewicz, jak kilku innych kierowców, po zakończeniu rywalizacji w Drift Open przeniósł się, aby kontynuować majówkową zabawę wraz z właścicielami BMW. Zawody barwnie, choć często mało merytorycznie, komentował tradycyjnie Piotr ”Ping” Grąbkowski bawiąc publiczność anegdotami dotyczącymi kierowców oraz ich samochodów.

Podczas toruńskich zawodów w pełnym składzie pojawili się zawodnicy PUZ Drift Team, którzy we wszystkich przejazdach pokazywali, że należą do absolutnej czołówki w polskim driftingu. Stęskniłam się za oglądaniem PUZ-ów w akcji i trzeba przyznać, że nie zawiedli. W efekcie, po wielu pięknych przejazdach o pierwsze miejsce na podium mogli walczyć ze sobą Grzegorz Hypki oraz Krzysztof Romanowski.

Trzecie miejsce na podium w ten weekend należało do Sebastiana Matuszewskiego, któremu udało się odnieść zwycięstwo w pojedynku z samym Marcinem Mospinkiem, a że to zadanie zdecydowanie nie należy do łatwych, gratulacje należą się podwójne. Bój o pudło młody kierowca stoczył z Michałem Krajewskim, który podczas przejazdu strącił pachołek i jednocześnie zaprzepaścił swoją szansę na uzyskanie miejsca na podium.

Pudło w składzie: Grzegorz Hypki, Krzysztof Romanowski oraz Sebastian Matuszewski otrzymało nagrody rzeczowe oraz dzikie karty na Drift Masters Grand Prix. Jako, że zawodnicy PUZ Drift Team ich nie potrzebują, Roman oferował w żartach swoją za tysiąc złotych. W każdym żarcie jest odrobina powagi, więc zainteresowanych zapraszamy do składania Romanowi ofert kupna! Nastąpiło tradycyjne rozlanie szampana i tutaj należy zauważyć, że niepełnoletni kierowca miał największy problem z otwarciem butelki. Czyżby nie trenował nigdy świętowania po zdobyciu miejsca na podium?

Jak zwykle po tym miłym zakończeniu pozostało tylko spakować sprzęt, wyczyścić grilla i ruszyć w kierunku domu. Kilka zdań podsumowujących tę rundę?

Bawiłam się tysiąc razy lepiej niż podczas pierwszej rundy w Poznaniu, nie tylko ze względu na większą liczbę kierowców i obserwatorów, ale również z powodów sportowych. Miło widzieć zawodnika goniącego zamiast kłębów dymu i móc samodzielnie ocenić przejazd. Dużym zaskoczeniem dla mnie była również spora ilość naprawdę ładnie prezentujących się samochodów. Widać, że w wiele projektów właściciele włożyli kawał serca (i funduszy), a park maszyn wyglądał co najmniej przyzwoicie. Wspaniała atmosfera, przyjemne grillowanie, przyzwoita pogoda i satysfakcjonujący wynik sportowy. Czego chcieć więcej? Chyba tylko tego, aby rund takich jak ta było jeszcze przynajmniej kilka w tym sezonie! Tego życzę sobie i Wam – widzimy się podczas kolejnych zawodów.

 

Tekst: Agnieszka Derlatka & Bartek Foszmanowicz     Źródło: driftblog.pl

 

Zaloguj się or załóż nowe konto