| Zaloguj się |

Drifting

 

Subaru Justy RWD, czyli nowa definicja znaczenia hot-hatch!

Każdy, kto rozpoczął lub dopiero zamierza rozpocząć swoją przygodę z kontrolowanymi poślizgami, na pewno słyszał o teorii, która głosi, iż aby móc płynnie driftować, ilość koni mechanicznych w naszym aucie powinna być większa lub równa 200, a najpopularniejsze typy nadwozia, jakie wykorzystuje się do tej dyscypliny sportów motorowych, to sedan oraz coupe. Czasem jednak trafi się także kombi, bądź touring. A co powiecie na 4 razy mniej mocy, niż te wymagane dwie setki oraz małego hatchbacka?

Pewien mieszkaniec Stolicy Polski pokazał, iż drifting takim czymś jest jak najbardziej możliwy, pokazując to na przykładzie swojego Subaru Justy. Jest to mały hatchback, który pod maską kryje skromny, 3-cylindrowy silnik o pojemności niecałych 1000ccm, w dodatku na gaźniku. Już sama ta specyfikacja zaprzecza wszelkim zasadom driftingu. Fanatycy aut klasycznych pomyślą pewnie: „Jak to? Przecież Justy ma napęd na 4 koła!” i będą oni nieomylni. Fabrycznie samochód posiada stały napęd na przednią oś oraz możliwość dołączenia tylnej, ale brak centralnego dyferencjału sprawił, iż bez problemu można było przerobić ten pojazd na tylnonapędowego wariata, poprzez wyciągnięcie półosi z przodu, co jest praktycznie jedyną modyfikacją układu napędowego, jaką wykonał właściciel. Dzięki temu otrzymaliśmy nowe dwie opcje napędu: na tył lub... wcale :) Pozostaje jeszcze kwestia tylnego dyferencjału. Najczęściej zostaje on zaspawany, aby zawsze obydwa koła kręciły się tak samo. Droższą opcją jest zamontowanie tzw. szpery, która drugie koła blokuje w mniejszym stopniu, niż spaw. Ten szalony hatchback posiada dyferencjał... totalnie otwarty! Jeśli go rozbierzecie na czynniki pierwsze, zobaczycie satelity w idealnym stanie, a szpery szukać w nim na próżno.

W ten sposób powstała nowa definicja hot-hatcha, czyli sportowego hatchbacka. Zeszłoroczny sezon obfitował w pogoń za mocą. W Driftingowych Mistrzostwach Polski widzieliśmy auta, które mają 700, 900, a nawet i 1000 koni mechanicznych. Dlatego taki projekt dodatkowo cieszy oko, iż jest to swego rodzaju odskocznia od tej szalonej pogoni. W tym przypadku sprawdza się powiedzenie, iż nie liczy się samochód lecz kierowca. Ale nie oszukujmy się – taka moc nie pozwala polecieć na suchej nawierzchni. Natomiast na mokrym asfalcie, czuje się jak w raju. Jeśli chcecie zobaczyć to szalone Subaru w akcji, kliknijcie na poniższy link do filmu, który w ciągu tygodnia stał się sławny na najsłynniejszych portalach w Polsce, takich jak klasyczny.com, czy nawet sadistic.pl. A co do pojazdu, mogę Was zapewnić, że nie jest to finalna wersja i właściciel w nadchodzącym sezonie, na pewno przeprowadzi kilka istotnych modyfikacji.

 

 

 

 

Autor: Maksymilian Boganow

 

Zaloguj się or załóż nowe konto